Rejestracja internetowa w Urzędzie Pracy

Nowinki techniczne są wprowadzane po to aby ułatwiać ludziom życie, aby wszystko przebiegało sprawniej, szybciej i efektywniej. Z tym stwierdzeniem trudno się nie zgodzić.

Niezmiernie się ucieszyłem gdy odkryłem, że zarejestrować się jako bezrobotny mogę przy pomocy tak zwanej rejestracji internetowej. W zasadzie czemu tu się dziwić, pomyślałem. Toż to instytucja państwowa w jednym z największych miast w Polsce. Dumny byłem, że w mojej lokalizacji wprowadzono takie udogodnienie.

Wpisanie wszystkich potrzebnych danych zajęło około 15 minut, czyli kwadrans akademicki. Co to jest? Mgnienie oka. Warto było, pomyślałem.

Kiedy jednak zobaczyłem proponowany termin wizyty twarzą twarz z urzędnikiem - oniemiałem. Świetne to ułatwienie. Zaiste. Czekaj sobie ponad miesiąc na swoją kolej... Bez tego nowoczesnego „ułatwienia” mogę pójść, odczekać tylko te kilka godzin i przy sprzyjających wiatrach być zarejestrowanym jeszcze tego samego dnia.

Nie odchodźcie od telewizorów. Dalszy ciąg tej historii jest jeszcze bardziej przerażający...

System rejestracyjny poinformował mnie, że końcowym elementem zapisów jest otrzymanie maila, potwierdzającego wizytę i ponownie o niej informującego, czy coś w tym stylu. Nie pamiętam dokładnie, w stresie byłem.

Maila nie otrzymałem. Ile można czekać? Dokładnej godziny wizyty nie zapisałem. No bo po co? Przecież system poinformował mnie, że jeszcze dostanę potwierdzenie. Postanowiłem wziąć sprawy w soje ręce i pojechałem do siedziby głównej.

Pani w informacji powiedziała, że „maile już nie są wysyłane”. Aha. Nie obwiniam nikogo. Zawinił system. Terminu mojej wizyty jednak nie mogła mi podać, skierowała mnie do innej pracowniczki, która to pracowniczka również chciała mnie odesłać i stwierdziła, że ona nie jest od tego aby udzielać mi takich wskazówek.

Nie ze mną te numery. Znam ja te biurokratyczne metody polegające na przerzucaniu odpowiedzialności i odsyłaniu osób gdzie pieprz rośnie. Po krótkiej próbie perswazji otrzymałem upragnioną informację.

Drodzy czytelnicy, z całej tej historii mam do przekazania Wam dwie rzeczy.

Pierwszą. Jeżeli chcecie skorzystać z jakiegoś technologicznego ułatwienia w polskim urzędzie, to dwa razy się zastanówcie zanim klikniecie w cokolwiek.

Drugą. Myślicie, że podczas wyznaczonego terminu udało mi się zarejestrować i być już wtedy szczęśliwym bezrobotnym? Nie. Niestety, tak się nie stało. Nie tak szybko. Po co się spieszyć?

Spiesz się powoli – to chyba dewiza załatwiania spraw w polskich urzędach :)

comments powered by Disqus