Proszę o przebudowę i części nowe

To wspaniale, że życie potrafi człowieka cały czas zaskakiwać. Dzięki temu każdy dzień może być dla nas nowym początkiem, dającym werwę do działania. A nad tym, żeby w życiu klientów nie wiało monotonią czuwają pracownicy hipermarketów. Czuwa kierownik, dyrekcja i ich szalone plany przebudowywania wszystkiego. Bo przecież trzeba od czasu do czasu coś tam pozmieniać, zaskoczyć, ale też i nieco powkurzać klientów, no nie?

Tu przerzucić, tam przestawić, tam podskoczyć i zakręcić się na pięcie.
Balet jest to iście doskonały. Przebudowa trwa w najlepsze.
Zysk dla sklepu będzie całkiem spory.
Byleby tylko babcie i dziadki nam nie ześwirowały.
Bo klientów będzie mniej...
A w koszykach pustki i w alejkach pytań sto.

Taka to gra, niczym w chowanego. Szanowny kliencie, ja Ci to Twoje masło schowam i teraz szukaj sobie go... jak wiatru w polu ;} Berek!

Gra na nerwach

-Zrobię Ci przebudoooooowę i daaaaam Ci części nooooowe – śpiewam sobie wesoło pod nosem, dokonując mimochodem rewolucyjnej przeróbki znanego przeboju Czesława Mozila. Z typowej maszynki do wykładania towaru zmieniłem się tego dnia w Boba Budowniczego, który ciągle miesza w półkach i zamienia dwie pizzę na kilka opakowań paluszków rybnych, a także parę sztuk soczewicy w maśle z dzikim czosnkiem.

Przerzucając towar myślę sobie, co powiedzą na to klienci. Czy to wypada im tak mieszać w zagonionych głowach?

Problem ten jest wielce skomplikowany. Jeśli mu się dokładnie przyjrzeć, to wyjdzie na to, że przede wszystkim chodzi tu o jak największe wyłudzenie pieniędzy od klientów. Coś będzie w nowym miejscu i a nóż ktoś się na to skusi. A tego, czego nie będzie klient mógł znaleźć, jeśli wreszcie sam lub z czyjąś pomocą uda mu się odszukać, kupi chętniej. Przy okazji do koszyka wpadnie mu jakiś soczek czy piwko.

Wersja alternatywna

Ale przecież wcale nie o to chodzi! Ciągłe zmiany w sklepach to troska o rozwój społeczeństwa i dbałość o edukację, tzw. LLP ( Lifelong Learning Programme), w którym człowiek uczy się przez całe życie, a podczas wizyty w markecie nie ma wolnych przebiegów, nie ma opierdalania się! Trzeba ćwiczyć połączenia nerwowe w mózgu cały czas, hipokamp zawsze musi być w ruchu.

Markety wielkopowierzchniowe to taki Wielki Świat w pigułce. Tu przedstawiane są nowe trendy, formatuje się osobowości, klient ma dostęp do najnowszych zdobyczy nauki i techniki, może posmakować, poczuć i dotknąć produktów, które wychodzą z najlepszych laboratoriów na świecie ;}

I to obowiązkiem szefostwa sklepu jest dbanie, aby klient miał z tymi dobrami jak największą styczność. A jeśli klientowi się coś nie podoba – zawsze zostaje mu osiedlowy warzywniak, w którym wszystko leży zawsze tam, gdzie ma leżeć. A markety to wyzwolone istoty, walczące o swoje prawa do wpływania na rzeczywistość. Ot co!

Zbadamy jak wziąć więcej kasy

Ale bliższa rzeczywistości wersja jest taka, że to w jaki sposób sprawić, aby klient więcej kupował, bada się na przeróżne sposoby. Ostatnio słyszałem, że w Poznaniu działa coś o nazwie Shop Lab. Oparte na wirtualnej rzeczywistości laboratorium. Osoba biorąca udział w badaniu zakłada na głowę hełm i choć nie rusza się z miejsca, to tak naprawdę idzie na zakupy i ślini się na poszczególne produkty. W badaniach analizowane są reakcje ludzi – na przykład w postaci ruchu gałek ocznych w odpowiedzi na przeróżne bodźce i rodzaje oferowanych produktów.

Czyli najpierw to jest testowane, ktoś za to komuś płaci, a potem centrala sklepu decyduje o takim, czy innym układzie. Jednak należy dodać, że przebudowy nie zawsze wynikają z takich centralnych uwarunkowań. Niekiedy to może być jakaś lokalna ocena sytuacji albo po prostu kwestia praktyczna, wynikająca ze aktualnego stanu towaru na magazynie.

Kiedy byłem małym chłopcem wydawało mi się, że wszystkie te przeceny w marketach to jakieś wielkie dobrodziejstwo dla ludzi, że te produkty są pooznaczane i maja niższa cenę, bo ludzie to kupują i to jest dobre! Gdy już byłem bardziej świadomym konsumentem - wyczuwałem w tym jakiś zaplanowany trick.

Ups, ale mi się zamówiło

Okazuje się jednak, że wiele, a być może i większość przecen podyktowana jest nadmiarem towaru na magazynie, który po prostu trzeba jakoś upłynnić. Moja prababcia mówiła, że "samo się nic nie robi" i to w zasadzie prawda, ale zależy kto o niej opowiada ;) Po prostu komuś się za dużo "zamówiło", ktoś gdzieś źle kliknął albo zrobiły to dwie osoby. Zdarza się. Wiec potem należy coś z tym fantem zrobić.

-No, to trzeba będzie te majonezy przerzucić tam – słyszę polecenie, płynnie oscylujące pomiędzy prośbą a rozkazem. Wtedy zabieram się za jedno zadanie, ale często bywa i tak, że to tylko początek skomplikowanej układanki. Domino leci jak oszalałe. Aby wstawić majonezy, muszę przerzucić gdzieś ogórki. Trach. A potem coś jeszcze trzeba zawęzić, przesunąć czy udoskonalić w inny sposób.

Tak to właśnie się odbywa. I prawda jest taka, że nieco przy przebudowach trzeba pogłówkować. A zmiany są dla wielu ludzi czymś, co powoduje początkowo falę oporu. Bo pracownicy i klienci przyzwyczajeni są do czegoś, co znają.

Świeży powiew wśród drzew

Często zdarza mi się słyszeć, że klient czegoś szuka i mówi mi o tym, że kiedyś to stało gdzieś indziej. - Nudzi Wam się, że tak ciągle zmieniacie i zmieniacie – zdarzają się i takie uwagi. Większość jednak po prostu chce jak najszybciej znaleźć upragniony produkt i nie za bardzo się kłoci, akceptuje to, że wszystko tu się zmienia, kręci i wiruje.

Fala nowości jest dobra, gdy wkracza na dany teren raz na jakiś czas. Przypomina ludziom, że wszystko płynie, a gdy w ich mózgach tworzą się nowe neurony, na koncie właściciela sieci pojawia się więcej zer.

Morska bryza odżywia wiele wokół siebie. Na świeży powiew pozostają nieczułe tylko stare drzewa, których nie powinno się przesadzać i dla których zadanie pytania o taką zmianę jest często zbyt dużym wysiłkiem. To nie do końca przemyślany element tej układanki, którego w niektórych przypadkach nie wynagrodzi nawet rabat dla osób z kartą seniora. No cóż... Zdarza się!

comments powered by Disqus