Kwadrans z życia wykładowcy

Układam sobie spokojnie pudełka z lodami. Wyjmuję z kartonów i wkładam do lodówek. Nagle kątem oka zauważam jakąś jaśnie Panią, która w szybkim tempie zbiża się do mnie. Idzie prosto na mnie, a w ręku trzyma coś okrągłego i dużego.

-Przepraszam Pana, przekroił by mi Pan seler?

[No tak, cały czas przecież noszę przy sobie tasak, maczetę i siekierę. Jeszcze drewno porąbię w ramach gwarancji na wykładany towar, po pracy. I może przerżnę coś niecoś w gratisie. Niedaleko pada seler od mrożonek]


-Panie, Pan tu widzę wykładasz towar. Wiesz może gdzie są jajca?

[Chwila zawachania z mojej strony]

-Drogi Panie, otóż jajca są dwie alejki dalej.

[No niezłe jajca!]


Jedna klientka szukała pistacjowych lodów. Po tym jak wskazałem jej na opakowanie o tym smaku, stwierdziła że nie chce tej firmy, bo one są "sztuczne takie chyba".

-Sztuczne? Eee, nie wydaje mi się - powiedziałem i zabrałem się do porównywania składów konkurencyjnych marek.

-Skład jest podobny, na Pani miejscu wziąłbym te pistacjowe - poradziłem.

Pani wzięła opakowanie lodów do ręki.

-Ale ostateczną decyzję pozostawiam Pani - nastąpiła próba scedowania odpowiedzialności, nie do końca udana jak się za chwilę okazało.
-Nie no wezmę, ale następnym razem do sklepu przyjdę z kałasznikowem.

[Zaśmiałem się, nie zaprzeczę, ale wielkie zdziwienie okiełznało moje wykładnicze serce. To ja tu doradzam, a tu taka odpowiedź]

-Aha, to tę piosenkę ma Pani na myśli - dodałem z nadzieją, że to prawda.

He! He!

comments powered by Disqus