Ze śmiechu też jest kasa

Pierwszy wywiad z cyklu Historie Prawdziwe postanowiłem przeprowadzić z Jackiem Golańskim, który od kilku lat na terenie całej Polski organizuje… Warsztaty Śmiechu :) Z jego usług korzystają zarówno wielkie korporacje, jak i małe firmy. Powiem więcej. Ta wesoła działalność przyjmuje często także formę niekomercyjną. Z zajęć skorzystać może każdy, niezależnie od wieku. Skąd wziął się taki nietypowy pomysł na rozwój i karierę zawodową? Odpowiedzi na wszelkie nurtujące Was pytania znajdziecie poniżej.

Na czym polegają Warsztaty Śmiechu? :)

Trudno to opisać w kilku słowach. Myślę, że na warsztaty najlepiej po prostu przyjść i przekonać się samemu jak wyglądają. Prowadzę je na wiele różnych sposobów. Jednak ich sednem, co raczej nie powinno nikogo zaskoczyć, jest śmiech :) Śmiech wynikający z umowy społecznej, śmiech który do tego żeby zaistnieć potrzebuje zgody wszystkich uczestników, radości z tego, że się spotykamy, i odrobiny struktury nadanej przez ćwiczenia, niczego więcej. Nie potrzeba żartów, komedii ani środków psychoaktywnych. Dzięki temu, zajęcia są zupełnie demokratyczne otwarte dla każdego i cały możliwy czas poświęcamy na śmiech.

Byłeś u mnie na zajęciach, więc jeśli to co mówię w tej chwili nie zbiega się z wrażeniem jakie odniosłeś lojalnie poinformuj o tym Czytelników :)

Jest zupełnie tak jak mówisz. Warsztaty rozpoczynają się od przywitania podczas którego uczestnicy mają za zadanie jak najbardziej się śmiać. Już kilka prostych ćwiczeń tego typu potrafi spowodować prawdziwe salwy śmiechu. Czemu tak naprawdę służą takie zajęcia? Poprawie zdrowia? Samopoczucia?

To trening, który opiera się na prostym zjawisku śmiechu, który przecież wszyscy znamy. Jego pozytywny wpływ na zdrowie fizyczne jest udowodniony na gruncie biologii, medycyny i psychologii. Co więcej badania dotyczące ucieleśnienia, czyli embodimentu, pozwalają podejrzewać, że śmiech pozytywnie wpływa też na samopoczucie psychiczne.

Z tego powodu jestem przekonany, że to co robię jest pożyteczne dla uczestników moich warsztatów. Jestem również zupełnie szczery ze swoimi klientami. Jeśli pytają mnie, czy potrafię rozśmieszyć każdego, mówię że nie. Nie twierdzę także, że śmiech jest lekarstwem na wszystko, bo z tego co wiem nie pomaga na złamania, czy arachnofobię :)

Wiem, że swoją działalność prowadzisz już kilka lat. Jak wpadłeś na pomysł organizowania warsztatów? Co było bezpośrednią przyczyną do powiedzenia sobie – „tak, chcę to robić, działam”?

Jak to w życiu, było to skomplikowane połączenie nadarzającej się okazji z umiejętnością rozpoznania i skorzystania z niej, w tym przypadku pomogłem też okazji w “nadarzeniu” się. A było to tak… Podczas tak zwanego “gap year”, czyli przerwy , którą urządziłem sobie po pierwszym roku studiów, natknąłem się na podobny warsztat i urzekła mnie jego prostota. Od dawna wiedziałem, że chcę pracować z grupami ludzi, i kiedy tylko wróciłem na studia, dogadałem się z uczelnią, i w udostępnionej przez SWPS sali zacząłem eksperymentować ze śmiechem. Nie myślałem wtedy, że będę się tym zajmował zawodowo, był to mój sposób na oswojenie się z procesem grupowym.

Złożyło się tak, że na moim roku studiowały dziewczyny, które prowadziły cykliczny program w telewizji regionalnej, i jak to w mediach bywa, umówiony wcześniej materiał im się posypał, więc na szybko potrzebowały coś nagrać. Zapytały mnie, czy nie mogłyby zrobić odcinka o moich warsztatach. Tak dowiedziałem się, że kamera lubi śmiech, i że ja mogę polubić się z kamerą.

Zbiegów okoliczności było więcej. Moją działalnością zainteresowała się Edyta Bonk, specjalistka od aktywnego starzenia się. Prowadziła ona w tym czasie zajęcia z psychologii pozytywnej na uniwersytecie trzeciego wieku, i ze względu na urlop macierzyński zaproponowała mi “zastępstwo”. I tak dowiedziałem się, że ktoś może chcieć zapłacić za śmiech, i że bardzo lubię pracować z seniorami.

Od tamtej pory, nieustannie zwiększam szansę na “nadarzenie się okazji” i korzystam z nich kiedy tylko się pojawią : )

Powiedz coś więcej na temat swojej ścieżki życiowej. Można powiedzieć, że jesteś magistrem psychologii bez dyplomu. Zgadza się? Pasuje Ci to sformułowanie?

Haha, określenie śmieszne, ale dotyka poważnej sprawy. Certyfikacji, referencji i różnych sposobów zdobywania zaufania klientów. Istnieje zatrważająca ilość usług i produktów, których skuteczności nikt nie mierzy. Czasem dlatego, że się nie da, czasem dlatego, że jest to nieetyczne, czasem bardzo drogie, a czasem jest to wbrew interesowi dostawcy usługi czy produktu.

Jeśli chodzi o usługi psychologiczne, to mierzenie ich efektów jest drogie i trudne, i często wbrew interesowi psychologa. Bo skoro klienci płacą, to po co ryzykować? Przecież test mógłby wykazać, że moje zajęcia nie wywołują zmiany, którą obiecuję.

Sprawa edukacji, a tym też się zajmuję gdy cokolwiek wykładam, jest bardziej skomplikowana. To tak jak z testami psychologicznymi które mierzą inteligencję, a inteligencję definiują jako to co mierzą testy inteligencji. Można sprawdzić czy słuchacze wykładu przyswoili przekazywaną wiedzę, ale trudno jest określić czy wiedza ta do czegokolwiek będzie przydatna.
Zatem żeby jakoś dodać sobie wiarygodności powstają certyfikaty wydawane przez stowarzyszenia, uczelnie i różnego rodzaju „studiumy” . Prowadzi to czasem do wielkich absurdów.

Stopnie naukowe, to już coś odrobinę bardziej godnego zaufania, i przyznam wolał bym być magistrem psychologii niż nim nie być. Psychologia jest dziedziną na tyle rozległa, że moja magisterka nie miała by nic wspólnego z tym czym się zajmuje. Tytuł mojej nieobronionej pracy to “Czy bezsens jest obrzydliwy”. Szczęścia ani śmiechu nie miała dotyczyć.

Innym sposobem zdobycia zaufania klientów niż posiadanie certyfikatów czy dyplomów jest gromadzenie referencji od innych klientów : ) Co też jest bardzo problematyczne, szczególnie, że zleceniodawcom nie chce się referencji pisać, i podpisują to co wykonawca, w tym przypadku ja napiszę. Wiele razy mi to proponowano, i ze wstydem przyznam, że raz czy dwa przystałem na to, ze wstydem, bo moim zdaniem jest to nieetyczne. W chwili rozdrażnienia stutuację opisałem na swoim blogu.

Problemem jest również to, że przeważnie żaden z klientów nie zna się na temacie wystarczająco dobrze, by określić, czy to za co płaci daje jakieś efekty, czy nie.

Ostatnio zorientowałem się, że jak dotąd, oprócz wspomnianej wcześniej Edyty Bonk nie spotkałem nikogo, kto mógłby sprawdzić, czy to co robię ma, czy nie ma sensu. Odrobinę przerażające, ale też trudne do uniknięcia, ekspertów zatrudnia się właśnie dlatego, że potrafią to, czego inni nie potrafią :)

Z założenia powołuję się na prawdziwe referencje i pozytywne opinie z jakimi spotkałem się przez lata mojej pracy. Jak dotąd świetnie się to sprawdza :)

Czy studia to według Ciebie dobry sposób na rozwój?

Jednym słowem: tak! Całym zdaniem: nie dla każdego, ale dla większości osób tak.

Co zatem poradziłbyś młodym ludziom, którzy dopiero zaczynają studia i planują swoją kerierę zawodową? Niektórzy z nich jescze nie widzą co mogliby robić w życiu. Masz dla nich jakies rady?

Jeśli wiesz co chcesz ze sobą robić, rób to! Zastanów się, czy studia pomogą czy oddalą Cię od osiągnięcia celu. Jeśli nie wiesz co z sobą zrobić, podróżuj albo studiuj nie po to żeby skończyć, tylko po to żeby nie wyjść z wprawy uczenia się i poznawania nowych ludzi.

Jeśli jeszcze nie wiesz. Przyznaj się przed sobą, że nie wiesz co robić i aktywnie szukaj odpowiedzi na to najważniejsze pytanie. Słuchaj wywiadów z ludźmi których podziwiasz, nawet jeśli nie chcesz spełniać się w dziedzinie w której oni pracują. Ja wiele nauczyłem się czytając o naukowcach, biznesmenach i różnego rodzaju działaczach, oglądając na przykład talk-show Inside the Actors Studio.

Rozwijaj swoje pasje. Pasje to takie zainteresowania w których można stawać się coraz lepszym, w których doświadczenie prowadzi wyżej i wyżej. Darwin dużo polował i zajmował się hodowlą gołębi, jego ojciec myślał, ze to strata czasu, a uważność obserwowania przyrody i zrozumienie zasad doboru sztucznego bardzo pomogły mu w późniejszej pracy. Ja niegdyś dużo grałem w różnego rodzaju gry, nie sportowe, dorośli wcale tego nie pochwalali, teraz tamte doświadczenia ułatwiają mi zrozumienie gier ekonomicznych, a na tych podstawie buduję różne ćwiczenia warsztatowe.

Nie chcę powiedzieć, że nie da się tracić czasu, jeśli gra się w proste gry, bezmyślnie ogląda seriale, czy pije w niestymulującym towarzystwie, nie staje się w niczym coraz lepszym, a to jeden z trafniejszych wyznaczników konstruktywnego i nie konstruktywnego spędzania czasu.

Chodź w miejsca skupiające aktywnych ludzi, nawet jeśli nie zajmują się sprawami z którymi wiążesz przyszłość, aktywni ludzie, oprócz znajomości konkretnej dziedziny wiedzą jak być aktywnymi :)

Mimo, że trudno odróżnić dobry od złego, i że nie są to rzeczy tanie, warto chodzić na treningi samorozwoju, czy to komunikacji, wyznaczania celów, czy tego co tylko Ciebie zainteresuje. Tu też spotkasz ludzi, którzy chcą w życiu zrobić coś ciekawego, to stymulujące, a kto wie, może znajdziesz kogoś do współpracy, kiedy już dowiesz się co chcesz ze sobą zrobić :)

comments powered by Disqus