Wiekopomne dzieło

Opowiem Wam historię o tym jak człowiek zostaje artystą. Okazuje się, że w Polsce jest to bardzo łatwe do osiągnięcia. Wystarczy po prostu zacząć pracować na umowę o dzieło. Wtedy wiele spraw nagle staje się pięknych, jasnych i klarownych. Tworzy się wtedy wiekopomne dzieła. A to wszystko pod czujnym okiem urzędu pracy, który jednak nad takim artystą nie może nadal sprawować funkcji mecenatu.

Gdy zacząłem pracować na umowę o dzieło uświadomiłem sobie jakim wielkim syfem jest ten cały rynek pracy. I my wszyscy w nim tkwimy. Biada! Osoba zarejestrowana w urzędzie pracy jako bezrobotna jest zobowiązana do powiadomienia tegoż urzędu w terminie 7 dni od daty podjęcia zatrudnienia o jego fakcie. Niezależnie od tego czy podpisuje się umowę o pracę czy którąś z umów cywilno-prawnych: dzieło, zlecenie, konkurs czy inny śmiech. Mimo, że umowa cywilno-prawna to nie stosunek pracy, według przepisów szacownego urzędu podpisanie jej jest równoznaczne z podjęciem zatrudnienia. Wtedy osoba taka jest wyrejestrowana i traci tym samym status bezrobotnego.

Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to być wielce niepoważną sprawą. Wszystko jest okej. Tak? Czy aby na pewno? Miesięcznie taka pracująca na umowę o dzieło osoba może dostawać skrajnie różne wynagrodzenie. Może to być 2000 zł, ale może to być i 200 zł. Urzędu to w ogóle nie interesuje. On zachowuje się tak jakby po prostu pozbył się śmiecia, który zaczął pracować na umowie śmieciowej. Co więcej. Ta umowa dla artystów tym różni się od zlecenia, i dlatego tak jest lubiana przez pracodawców, że nie trzeba (nie można) odprowadzać od niej składek na ubezpieczenie społeczne ani zdrowotne. Nawet jeśli osoba ma skończone 26 lat.

Tym samym można pracować za 200 zł miesięcznie na umowę o dzieło i nie być ubezpieczonym w Narodowym funduszu Zdrowia. Z urzędu jest się wtedy wyrejestrowanym, więc ubezpieczenia z tego tytułu się nie ma. Z powodu rodzaju umowy też go nie ma. Ratunkiem pozostaje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, który również może ubezpieczyć. Nigdy z jego usług nie korzystałem, ale pomocą i ubezpieczeniem obejmuje on osoby, których dochód nie przekracza 477 zł w przypadku osób samotnych lub 351 zł gdy prowadzi się wspólne gospodarstwo domowe np. z żoną, dziećmi.

Ubieganie się o pomoc w tej sytuacji jest dość sensownym rozwiązaniem. Ale nie bardzo rozumiem dlaczego o to całe ubezpieczenie trzeba tak walczyć. Skoro dostęp do bezpłatnej opieki medycznej jest zapisany w konstytucji. Hm? Dobrze, ale co z osobą, która pracuje na umowę o dzieło i zarabia 500 zł? Przecież wtedy UP i MOPS odpadają. Pozostaje dobrowolne ubezpieczenie w NFZ. Wystarczy płacić mu miesięcznie 372,55 zł. Wtedy takiemu artyście na życie pozostaje aż 127,45 zł…

Naprawdę. Piękny ten nasz kraj, który stwarza takie dobre warunki do rozwoju. Rozumiem, że wiarygodni są tylko artyści głodni. Śpiewał przeca o tym nawet Kazik. Ale powiedzcie mi czy to jest normalne? Czy przez lata nikt tego problemu nie zauważył? Nikt go nie chciał naprawić? Co to w ogóle ma być? Ja się pytam grzecznie.

Problem zauważono, ale zamieciono go pod dywan. Zajęto się tylko umowami zleceniami, a efekt wprowadzonych zmian jest średnio zadowalający dla pracowników. Ktoś z tym wszystkim powinien wreszcie zrobić porządek. Według danych GUS około pól miliona Polaków pracuje tylko i wyłącznie w oparciu o umowę o dzieło. Czy w świetle tego co napisałem wydaje się Wam to normalne?

comments powered by Disqus