No i poszło pół wypłaty

Troje początkujących dziennikarzy zdecydowało się po ciężkim dniu w pracy pójść przekąsić coś na mieście i odprężyć się. Nic szczególnego. Burger i piwo. Zamawiają, siadają przy stoliku, próbują się zrelaksować, wypuścić z siebie ten cały nagromadzony w redakcji stres. Jest przecież po wypłacie, więc mogą zaszaleć.

Jedno z nich rzuca spontanicznym żartem, podczas zapłaty za strawę i napój. „No i poszło pół wypłaty” odbija się echem w umysłach pozostałej dwójki, która żart ów rozumie jak nikt inny na tej planecie. Szczerzą zęby w uśmiechu, będącym połączeniem rozżalenia, złości, rezygnacji, ale i akceptacji ponurej rzeczywistości. Łapią za kufel i wypijają duży łyk piwa. W tym samym momencie kilkadziesiąt osób czyta ich artykuły. Niektórzy jadą w tramwaju, inni popijając kawę chłoną treści w zaciszu domowego ogniska.

Ileż to te pismaki zarabiają

Większość ludzi przeklinając swoją ciężką pracę myśli jak to dziennikarze mają dobrze. I że ich córka czy syn powinni zacząć pracować w tym zawodzie. Bo przecież to prestiżowy zawód. Tylko dla nielicznych. A ile oni zarabiają. Ło matko! Willa z basenem na starcie ;]

Rzeczywistość jest jednak nieco inna. Doprawdy zastanawiający jest dla mnie fakt w jakim systemie społecznym przyszło nam żyć. Zawody, które w świadomości społecznej cieszą się poważaniem, prestiżem i szacunkiem uważa się często błędnie za przynoszące duże zyski. Co prawda - z szacunkiem wobec dziennikarzy trzeba oczywiście uważać. Według CBOS z tym prestiżem nie jest aż tak dobrze. Tylko 50% ankietowanych uważa, że jest to zawód o wysokim prestiżu. A to aż o 10 punktów mniej niż w przypadku sędziego, adwokata, 20 w przypadku profesora, nie wspominając o strażaku (87) :)

Wiadomo. Dziennikarzom prasowym wytyka się błędy, które nota bene wynikają z szaleńczego tempa pracy, którego zwykły Kowalski narzekający w komentarzach na polszczyznę nie jest sobie nawet w stanie wyobrazić w połowie. Nazywa się ich pismakami. Z szacunkiem bywa różnie, ale z doświadczeń własnych wiem, że bycie dziennikarzem prasowym robi większe wrażenie niż bycie kasjerem czy sprzątaczką. A tak się dziwnie składa, że stawka godzinowa w przypadku początkujących dziennikarzy jest mniejsza niż u pracowników Lidla czy sprzątaczy. Paradoks?

Bliżej świecznika jest lepiej

Świadomość społeczna jest z reguły bardzo uogólniająca i odnosi się do tego, co widzi i czyta na co dzień. Jeśli taki Kowalski oglądając telewizję widzi Lisa, Pospieszalskiego czy Żakowskiego i czyta na temat ich zarobków – przekłada to na całą dziennikarską branżę.

Dysproporcje są tu jednak przerażające.

Pierwsza.
Pomiędzy dziennikarzami-celebrytami a zwykłymi redakcyjnymi żuczkami.

Druga.
Pomiędzy zarobkami w telewizji, radiu i prasie.

Nie muszę chyba dodawać, która z tych podbranż z uwagi na spadające czytelnictwo jest najgorzej opłacana.

Dziennikarstwo to ciężka orka

Jak wiadomo trawa po drugiej stronie jest zawsze bardziej zielona. Odnośnie wielu zawodów panuje ogólne przekonanie, że są wykonywaniu bardzo łatwe. Ile trudu trzeba włożyć, aby musiał powstać rzeczowy artykuł lub trzydziestosekundowy spot w telewizyjnych wiadomościach – wiedzą tylko twórcy tych poszczególnych materiałów.

Przez rok pracowałem w redakcji jako dziennikarz prasowy. Harując po 8 godzin dziennie zarabiałem około 700 złotych. Oczywiście, gdy ktoś chce poświęcić całe swoje życie prywatne - jest w stanie zarabiać na tych samych warunkach dwa razy więcej. Mi jednak nie odpowiadała praca po 16 godzin na dobę i wchodzenie do domu tylko po to „aby się wysikać i pójść spać”. To cytat z mojego redakcyjnego kolegi, który miał na ten temat inne zdanie, choć niekiedy podszyte tonem rozżalenia.

Okazuje się, że współczynnik rozwodów w branży dziennikarskiej jest jednym z najwyższych. To o czymś świadczy. Gdy do destrukcyjnego wpływu tego zawodu na życie prywatne dorzucimy niskie płace - musimy stwierdzić, że tą drogą mogą podążać wyłącznie osoby dla których ten zawód to prawdziwa misja i rzecz dająca całkowite spełnienie.

Słowo końcowe

Dodać muszę, że niskie płace w dziennikarstwie prasowym nie dotyczą tylko początkujących osób. Po kilkuletniej wprawie, talencie i determinacji można liczyć na zarobki rzędu 2000 zł na rękę. Należy jednak wtedy zapomnieć o ośmiogodzinnym trybie pracy i wolności w weekendy.

Osobiście bardzo cenię sobie moje doświadczenie rocznej pracy w redakcji dziennika regionalnego, ale nie bardzo rozumiem ludzi, którzy w takich warunkach chcą spędzić swoje całe życie. Jeśli jest to dla nich wymarzony zawód i planują spektakularną karierę – jeszcze jestem w stanie to zrozumieć. Pracowanie przez 10 lat w kołchozie produkującym słowa za miskę ryżu to dla mnie jednak rzecz niezrozumiała. Mam z tego powodu wielki szacunek, ale także wątpliwe zrozumienie, w stosunku do osób podejmujących tego typu wyzwanie i rodzaj życiowego ryzyka.

Przed zmieszaniem z błotem autora jakiegoś artykułu należy się najpierw zastanowić się nad warunkami w jakich przyszło mu pracować. Mieć na uwadze jego zarobki, poświęcenie, wysoki poziom redakcyjnego stresu i szalone tempo pracy. Jeśli popełnił jakiś błąd – być może wynikało to z tego, że pisał tego dnia cztery inne artykuły albo jego żona czkała na niego z kolacją z okazji ich rocznicy ślubu i dlatego nie dopełnił w jakimś tam przypadku całkowitej rzetelności dziennikarskiej. Bo chciał zachować okruchy życia rodzinnego.

Tak mogło być. Pamiętajmy o tym podczas porannej lektury prasy ;]

comments powered by Disqus