Nie staraj się być wszystkimi

Bycie człowiekiem renesansu modne było kilkaset lat temu. Ludzie, którzy interesowali się jednocześnie medycyną, astronomią, matematyką i ziołolecznictwem zdobywali poklask szerszej społeczności. Były to wybitne jednostki, które przeszły do historii dzięki swej wszechstronności. Ale również także dzięki brakowi dostępu do wiedzy i potrzeby rozwoju innych ludzi. Byli oni po prostu super, ale nie mieli zbyt wielkiej konkurencji.

Różnice

Dziś sytuacja jest nieco inna. Można oczywiście interesować się programowaniem, niemym kinem holenderskim z lat 40, naprawiać motocykle i być obeznanym w marketingu politycznym, a także prawie podatkowym. Wiele rzeczy można robić dla przyjemności. Świat jednak jest tak skonstruowany, że każdy z nas może być ekspertem tylko w jednej, maksymalnie w dwóch dziedzinach. A wszystko za sprawą specjalizacji i konkurencji na rynku pracy.

Ktoś, kto poświęca danej dziedzinie więcej czasu niż my, z pewnością za kilka lat będzie znał się na niej lepiej od nas. Nawet jeśli w tej chwili jest słabiakiem. Trzeba o tym pamiętać jeśli mamy rozległe zainteresowania i staramy się być za wszelką cenę najlepsi we wszystkim. To głupie.

Mówię o tym nie beż powodu. Mamy teraz o wiele więcej możliwości wyboru niż nasi rodzice czy dziadkowie. W sklepie z butami możemy wybierać z setek. Podobnie jest z kulturą i pracą. Możliwości multum. Wszystko to wpływa na to, że potencjalnie mamy szansę doznać relatywnie wiele i być obeznanym w wielu tematach. Co do pracy jest jednak mała wątpliwość. Różnorodnych ofert co prawda jest mnóstwo. Tajemniczy klient, doradca życiowy, księgowy, analityk finansowy, tester oprogramowania. Pracę dostaje jednak osoba z najlepszymi kompetencjami. A te trzeba skądś mieć.

Wniosek jest prosty. Jeśli chcemy być w czymś dobrzy – z czegoś musimy zrezygnować. No nie ma bata.

Przemiana

Kiedyś do mnie to nie do końca docierało. Chciałem być specem od wszystkiego. Uciekałem również od jednoznaczności, chciałem być człowiekiem wolnym, takim człowiekiem renesansu dwudziestego pierwszego wieku, którego nie da się sklasyfikować. Dopiero przez ostatnie lata doszedłem do wniosku, że taki pogląd na życie jest bardzo niepraktyczny.

„Porzucam to co było najciekawsze, bo cieszyło mnie, chociaż nigdy na zawsze”. To tekst z piosenki zespołu Akurat. W myśl niego z czasem zrezygnowałem z wielu rzeczy, aby stworzyć przestrzeń dla innych.

Dla przykładu. Kiedyś trenowałem wspinaczkę. Cieszył mnie bardzo ten sport, ale aby być w nim dobrym należy się jemu dość poświęcić. Kilkanaście godzin w tygodniu można wykorzystać na co innego. Chyba, że chce się zostać mistrzem we wspinaczce. Ale ja nie chciałem ;]

Podobnie było z grą na gitarze. Potrafiłem grywać kilka godzin dziennie. Kiedy uświadomiłem sobie, że nie traktuję tego jako przewodniego tematu mojego życia, a tylko przyjemny dodatek, zacząłem grać mniej.

Ważne abyśmy dość świadomie podchodzili do naszych codziennych aktywności. Jeśli zauważymy co powinno być według nas priorytetem i zaczniemy poświęcać temu więcej czasu, a rzeczy mniej ważne odłożymy na bok, zaczniemy realizować życie takie jakie chcielibyśmy wieść, a jednocześnie będziemy tworzyli spójny wizerunek, który rynek bardzo szybko zauważy. To na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Mi w takiej selekcji pomógł bardzo system Getting Things Done, metoda organizacji życia. Ona naprawdę działa. Oczywiście nie sama, bo wymaga dość wiele zachodu. System ten jest tak ważny z punktu widzenia kariery zawodowej, że z pewnością poświęcę mu w przyszłości osobny wpis na blogu. Teraz jednak wróćmy do tematu głównego ;]

Marka

To o czym w tej chwili piszę w zasadzie dotyczy również kreowania własnego wizerunku i budowania marki. Jeśli ktoś chce być człowiekiem renesansu i mieć rozległe zainteresowania to super. Byleby świadom był tego, że będzie wtedy tylko i wyłącznie specjalistą od bycia człowiekiem renesansu.

Rozległe zainteresowania, doświadczenie i edukacja mogą pomagać, ale według mnie tylko w dwóch przypadkach:

  • jeśli stanowią bazę dla kreatywności; lepszym specem od reklamy będzie osoba z szerokim oglądem świata i tego, co robią ludzie, jak funkcjonuje społeczeństwo, która zna historię, politykę, geografię i inne takie rzeczy niż osoba nie znająca się na tym, proste;

  • jeśli umiemy połączyć dwie dziedziny; na przykład, ja z wykształcenia jestem informatykiem i socjologiem, kiedyś miałem pomysł aby połączyć te dwie dziedziny i zajmować się socjologią Internetu, miałem już nawet przygotowany i skonsultowany na wydziale konspekt pracy doktorskiej, jednak ostatecznie zadecydowałem się porzucić ten pomysł, zająłem się pisaniem ;]

Poza tymi dwoma przypadkami, kiedy bycie człowiekiem renesansu może nawet w czymś pomóc, widzę w dzisiejszych czasach tylko wady takiego podejścia, które polega na znaniu się na wszystkim, czyli tak naprawdę na niczym. Nie mając zdecydowanego celu, krążymy po omacku. Chwytamy się równych rzeczy. Inni też to widzą. Rynek również. On w szczególności! Niewidzialne oczy rynku paczą!

Bądźmy zdecydowani. Bądźmy specjalistami. Ustalmy sobie priorytety i nie starajmy się być wszystkimi. To pewnością zaprocentuje w przyszłości! ;]

comments powered by Disqus