Nauka praktyczności

Naszego życia, a także kariery zawodowej nie da się w pełni zaplanować. Nie zawsze wszystko idzie dokładnie tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Pragnąc wymarzonej pracy natrafiamy stale na oferty, które daleko odbiegają od naszych oczekiwań. Być może warto czasem porzucić na jakiś czas oczekiwania i zgodzić się na to, co w danym momencie przynosi los. Może to być cenna lekcja. Swoista nauka praktyczności. Tak było i w moim przypadku.

Szukając zleceń copywriterskich napotykam niekiedy na trudności. Dochody, które otrzymuję z tej działalności są bardzo nieregularne. Na wiosnę zeszłego roku zdecydowałem się więc na znalezienie czegoś stałego. Chciałem, aby było to coś związane pisaniem. Po jednej nieudanej próbie, dość zrezygnowany i w finansowej potrzebie, zdecydowałem się na pracę, która tylko w małym stopniu polegać miała na tworzeniu tekstów reklamowych.

Tym sposobem, próbując podreperować swój budżet, przez siedem miesięcy pracowałem… w hostelu. Umiejętnie łącząc bycie recepcjonistą i specjalistą ds. reklamy. Był to czas, który nauczył mnie wielu rzeczy, a w szczególności bardzo praktycznych rzeczy.

Recepcja z pisaniem w tle

Szczerze? Nie wiedziałem, że praca w hostelu to taka ciężka robota. Nie mówię tu tylko o pracy na recepcji, ale o całokształcie wykonywanej aktywności przez wszystkich pracowników, aby ludzie mogli skorzystać z noclegu w preferencyjnej cenie. Wszystkie moje poprzednie prace – dziennikarstwo, pijar, copywriting czy badania rynku charakteryzowały się jakimś poziomem praktyczności. Ale nie w tym znaczeniu…

Aby wydać gazetę każdego dnia musi pracować w terenie i redakcji wielu ludzi. A czytelnicy mogą dzięki temu rano w kiosku kupić gotowy produkt. W agencji PR realizuje się kampanie mające bardzo praktyczny wymiar – mają one doprowadzić do lepszej rozpoznawalności marki czy wykreować jej wizerunek. O podobne sprawy dba się podczas pisania tekstów reklamowych. Badania rynku również w samym swoim założeniu są praktyczne, nie teoretyczne. No nie idzie inaczej. Tak jest.

Jednak nic pod względem praktyczności nie przebije mej ostatniej pracy. W hostelu wszystko dzieje wokół najbardziej przyziemnych potrzeb klientów. Wszystko jest niemalże organiczne. W zasadzie chodzi o zapewnienie wypoczynku oraz dobrych warunków do snu i relaksu podczas wizyty służbowej lub prywatnej w niskiej cenie. To usługi odnoszące się do bezpośrednich i bardzo przyziemnych potrzeb. Bardzo ważnych potrzeb.

Szybkie decyzje na wagę złota

Osobiście uważam się za osobę dość praktyczną i zaradną. Jednak ten ogar odnosi się do spraw dotyczących mnie i mojego najbliższego otocznia, czegoś co jest jakby częścią mnie i z tego powodu przez lata nauczyłem się jak tym operować. Radzę sobie w urzędach, w pracach domowych, podczas podróży, kiedy często nie wiem gdzie będę nocować następnego dnia. Potrzebny do tego jest pewien rodzaj praktyczności, który opanowałem bardzo dobrze.

Inaczej sprawa ma się z decyzjami, które dotyczą większej grupy osób. Praca w hostelu uświadomiła mi jak ważne są tego rodzaju decyzje, które trzeba podejmować maksymalnie szybko, bo od szybkości ich podjęcia i jakości zależy tak wiele. To uruchomiło we mnie nowe wymiary praktyczności.

Na wszelkie usterki zgłaszane przez hostelowych gości zareagować trzeba w mgnieniu oka. Czy to zepsuty piec, zatkany brodzik w łazience, brak światła czy hałasujący sąsiedzi – jakkolwiek może wydawać się to błahe lub przyziemne – reakcja musi być natychmiastowa. A wcale nie jest to takie proste, gdy z błahymi sprawami przychodzą nagle trzy osoby, a pozostałe czekają na pilną odpowiedź na maila czy dzwonią akurat z ważnym zapytaniem.

Pozory często mylą

Gdy tak się na co dzień porównuje w głowach różne rodzaje prac – bardzo łatwo jest nie oprzeć się wrażeniu, że taka prosta w gruncie rzeczy, bo nie wymagająca praktycznie żadnych kwalifikacji praca, jak bycie recepcjonistą czy sprzątaczem, jest o wiele łatwiejsza od bycia dziennikarzem czy menedżerem średniego szczebla.

Trawa po drugiej stronie jest zawsze bardziej zielona. Teraz widzę jak wielki trud trzeba włożyć w teoretycznie tak proste prace. Hostel był dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem, którego podobnie jak bezrobocia nie zamieniłbym na żadne inne. To była prawdziwa lekcja pokory i akceptowania rzeczy taki, jakimi są. Jeśli w danej chwili nie ma możliwości, aby wyglądały inaczej.

Praca na recepcji dawała mi również niespotykaną możliwość obserwacji wielu działań, pracy i życia poszczególnych osób – pań sprzątających, obsługi technicznej, budowlanej czy szefostwa. To zdecydowanie najbardziej różnorodna grupa osób, z która przyszło mi w życiu pracować.

Teraz bardziej doceniam wartość wkładu każdej osoby, która z mozołem dba o to, aby system pracował prawidłowo. Piękne!

comments powered by Disqus