Kasjer z dyplomem

Bardzo często kiedy robię zakupy w jakimś dyskoncie spożywczym zastanawiam się jaka historia kryje się za osobą kasjera czy kasjerki, która z mozołem skanuje kody kreskowe znajdujące się na kupowanych przeze mnie bananach, mozzarelli czy sałacie. Z jakich powodów ci ludzie w ogóle tu pracują? Czy lubią to co robią? Czy na studiach mieli dobre oceny?

Zawsze nieco irytowały mnie kawały dotyczące kierunków humanistycznych. Sugerowały one, że jedyną pracę jaką będą mogli wykonywać absolwenci takich nic nie znaczących – według autora kawału – studiów, to sprzedaż burgerów i dodawanie do nich frytek. Ewentualnie wykładanie chemii w Biedronce lub skanowanie piwa w Lidlu. No bardzo śmieszne…

Obserwując działalność swoją, jak i ludzi z mojego roku muszę powiedzieć, że mimo problemów z którymi się borykamy, w zdecydowanej większości radzimy sobie na rynku bardzo dobrze. Z karierą po studiach humanistycznych nie jest wcale aż tak tragicznie. Ktoś tam działa w marketingu, ktoś pracuje w korporacji czy otwiera własną firmę. Większość kokosów nie zarabia, wielu musiało przejść ciężką aklimatyzację po opuszczeniu murów uniwerku, ale przynajmniej nie jest aż tak źle, żeby trzeba było imać się ostateczności, czyli pracy w magazynie czy na kasie.

Jednak bywają dni kiedy trwogą napawa mnie uświadomienie sobie faktu jak bardzo mała granica, szczęście lub jego brak, zbieg okoliczności, dzielić może człowieka od zupełniej zmiany sytuacji życiowej. Wbrew pozorom kasjer z dyplomem i menadżer średniego szczebla to bardzo bliscy sąsiedzi. Pomiędzy wkroczeniem na wymarzoną ścieżkę kariery a wykonywaniem przez parę lat prostych prac z dyplomem dobrej uczelni w szufladzie przebiega bardzo cieniutka linia w kolorze szarym…

W moim bloku mieszka kasjerka. Stąd wiem, że wraz z nią w dyskoncie pracują ludzie z dyplomami magistra. Ale w zasadzie nie ma się co dziwić. System w jakim funkcjonujemy stawia nas w obliczu bardzo różnych wydarzeń. Z dnia na dzień nasza sytuacja finansowa może się zmienić i bez wsparcia kredytowego czy jakiejś innej formy pomocy nie mamy możliwości szybkiego znalezienia stałego źródła dochodu w postaci pracy umysłowej. Wtedy życie nie pozostawia nam wyboru. Gorzej jeśli taka sytuacja staje się normą i magister przepracuje całe życie, cały czas słysząc pikanie skanera, który wypiera wewnętrzny głos. Panie magister. Realizuj się!

Jak już kiedyś pisałem - zawód kasjera czy sprzątacza nie jest dla mnie czymś szczególnie godnym pogardy. Wręcz przeciwnie. Czuję szacunek do ludzi wykonujących ciężką pracę, a taką z pewnością są te czynności.

Popatrzcie tylko na miny ludzi układających towar. Te ich stęknięcia i wyrazy zrezygnowania. Ta nerwówka. Ci podli klienci narzekający na kolejki, ustawiający się ze złej strony, robiący syf i rozmawiający przez komórkę podczas wyjmowania z kieszeni zmiętolonej stówy. Mogę iść na przerwę? Zapraszam do kasy numer trzy. Kto na raz?

To zwykła ciężka praca. Jednak nie jest to Praca, którą wykonywać powinien człowiek z dyplomem. Czy i Wy macie ten rodzaj przemyśleń i trwogi gdy przemierzacie dyskont w poszukiwaniu pizzy? Czy nie myślicie, że ta osoba przy kasie to ktoś do nas być może bardzo podobny? Która miała może nieco mniej szczęścia od nas?

comments powered by Disqus