Ja po prostu mam talent

Gdy usłyszałem, o co prosi mnie właścicielka nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Z jednej strony chciałem zarobić, ale z drugiej… No nie wiedziałem czy ze mnie jest aż taki fachowiec :} No wiele rzeczy umiem, z wieloma sobie jestem w stanie poradzić, ale z tynkowaniem do tej pory nie miałem do czynienia i dość przerażała mnie z początku perspektywa mnie machającego szpachlą. A co jeśli coś pójdzie nie tak? Co jeśli źle wykonam pracę? Musiałem się nad tym poważnie zastanowić ;}

-Nie no, poczytasz sobie nieco w Internecie i sobie poradzisz – taka była w skrócie odpowiedź Grzegorza, mojego guru budowlanego, kiedy zobaczył wysłane przez mnie mejlem zdjęcia, które przedstawiały stan elewacji podmurówki przeznaczonej do wyremontowania przeze mnie.

Oczywiście nie skończyło się na radzie – „Sprawdź w Google”. Wypytałem się szczegółowo o to, jaki tynk kupić, jaki środek do wypełniania małych dziur będzie odpowiedni, ile to ma schnąć, jak to robić. No i się zdecydowałem, bo finansowo wyglądał ten pomysł całkiem nieźle. Druga część mojej roboty to było – oprócz tynkowania i wypełnienia ubytków w pękającym i będącym miejscami w bardzo złym stanie murze - miałem całość dwukrotnie pomalować, a także zabrać się za renowację i malunek ławek i stołu ogrodowego, a także drzwi do piwnicy.

Lekarz nakłada tynk na ścianę

Podczas rozrabiania masy tynkowej z wodą przydała się moja maseczka, którą przywiozłem z Polski. Strasznie się przy tym rozrabianiu kurzyło! Tak, że nawet norweskim narciarkom biegowym nie wystarczyłaby wtedy zwykła dawka leku na astmę. A maseczka to była taka mniej więcej, jaką jak nosił Michael Jackson lub aktorzy z serialu „Ostry dyżur” czy „Lekarze” :}

Przed wyjazdem byłem zapobiegliwy, bo myślałem, że te farby będą za bardzo dawać mi po głowie i zdrowiu. Ale maseczek prawie w ogóle nie używałem - w Hommelvick malowałem farbą akrylową, która szybko schła i ładnie pachniała, a do tego była farbą bardzo zdrową dla malarzy. Do tego działo się to wszystko na świeżym powietrzu. Wiater wiał, kwiaty pachły, a ja pędzlowałem farbą panele :P

Z początku szło mi z tynkowaniem nie najlepiej. Masę szpachlową zrobiłem za pierwszym razem po prostu za rzadką i połowa z niej wylądowała na trawie. Szybko jednak wkroczyłem na właściwe tory logiki i stałem się majstrem, któremu wszystko wychodziło. Ten dzień był dosyć wykańczający psychicznie, bo kilka nowych rzeczy musiałem sam na logikę rozkminić. Dało radę, ale stresik mały był. Oj był :}

Z nauką z Youtube trzeba uważać

W mojej pracy nie zrobiłem żadnego karygodnego błędu, ale była to głównie zasługa konsultacji z Grzegorzem w sytuacjach kryzysowych, no i może mojego szczęścia. Grzegorz opowiedział mi jedną sytuację, która miała obrazować jego ambiwalentny stosunek do osób takich jak ja, czyli studentów lub absolwentów przyjeżdżających na zarobek.

-W przypadku malowania to sprawa jest dość prosta, ale posłuchaj tego… Raz pracowałem przy remoncie domu i właściciel bez mojej wiedzy zatrudnił kilku studencików, dwóch chłopaków i dziewczynę. Przychodzę do pracy, a tam oni, mieli się zajmować wylewaniem betonu. Ja miałem inne zadanie, ale nieco dziwiło mnie, że ludzi bez doświadczenia wziął do takiej roboty – wyjaśniał Grzegorz, który z podstawowego zawodu jest zbrojarzem-betoniarzem.

-Mimo, że się na tym znałem – pomyślałem sobie – zatrudnił ich, no to niech sobie radzą sami. Nic się mnie nie pytali, tylko pracowali. No i jednego dnia szalunki puściły i cały beton się wylał, to były ogromne straty. Oni potem prosili mnie, żebym powiedział, że to nie była ich wina… Ale co niby właścicielowi miałem powiedzieć, że może moja wina? Aby się potem odbić – zatrudnił ich do rwania paneli, aby następnie im nie zapłacić, w ramach straconych kosztów. Tak to się czasem kończy, więc ludzie bez doświadczenia muszę uważać – zakończył tymi słowami, a ja zgodziłem się z nim. Byłem nieco w szoku, że ludzie bez doświadczenia mogą porywać się na prace związane z wylewaniem betonu. Nie wszystkiego można nauczyć się na YouTube. Nie zawsze i wszędzie…

Malowanie ławek i przerwa w deszczowy dzień

Podmurówkę bardzo dobrze wyremontowałem i dwukrotnie pomalowałem. Złego słowa nie mogę powiedzieć na temat swojej roboty. Mam dewizę taką, że jak coś robię, to staram się zrobić tak dobrze, jakby to było robione dla mnie. Być może poprawiłbym coś, gdybym robił to po raz drugi, w jednym czy dwóch miejscach, ale to tylko szczegóły. Nic nie jest perfekcyjne, ale jeśli chodzi o ten remont – wiem, że dałem z siebie wszystko.

Podobnie było przy malowaniu drzwi do piwnicy, ławek i stołu ogrodowego. Poszło szybciej niż zakładałem, dlatego z obrotu spraw byłem więcej niż zadowolony. Nastał jednak pewnego dnia bardzo deszczowy dzień. Miałem więc przymusowa przerwę, który trzeba było jakoś wykorzystać. Znudzony jednak odpoczywaniem w domu, medytacją, czytaniem i pisaniem, zdecydowałem się zrobić dłuższą wycieczkę po okolicy.

Pamiętam, że miałem wtedy przez jakąś godzinę ogromny kryzys. To była końcówka czerwca, byłem już dwa miesiące w podróży i po raz kolejny odczułem bardzo ciężki kryzys emocjonalny, burzę którą należy przetrwać. Rozumiem po tym wyjeździe wszystkich rodaków pracujących daleko od domu, samotnie, bez rodziny i najbliższych. To są rzeczy, które ciężko słowami opisać. Telefon i sms do najbliższych czasem nie wystarcza, a już szczególnie w złą pogodę. Czułem się po prostu źle…

Czas ruszać ponownie w drogę

Ale zaczęło się rozpogadzać, ja dość szybko doszedłem do ładu i składu, dokończyłem malowanie, zrobiłem porządek po swojej pracy i już byłem na walizkach. Przez cały miesiąc przepracowałem tam około 170 godzin, zarabiając tyle, ile w Polsce zarobiłbym pisaniem przez 4 czy 5 miesięcy ;]

Wiedziałem, że plan minimum pod względem finansowym mam osiągnięty i jestem w stanie opłacić cała podróż, nawet wokół Bałtyku, i jeszcze mi coś tam po powrocie zostanie. Ale chciałem zarobić więcej. Znalazłem więc pod koniec czerwca na norweskim portalu z ogłoszeniami o pracę ofertę w sam raz dla mnie.

Zamierzałem się kierować na Północ. 900 km z miejsca, gdzie aktualnie byłem leżało Narwik, duże miasto znane Polakom głownie z powodu polskich oddziałów walczących tam z nazistami podczas II Wojny Światowej. Niedaleko miasta znajdował się dom, który miałem pomalować. Napisałem właścicielce, że mogę być tam za parę dni, w zależności od szczęścia, bo podróżuję autostopem. Marianne napisała mi referencję, wszystko było ustalone. No, zapowiadało jak w bajce!

Ruszyłem więc w drogę. Co z tego wyszło? Odpowiedź za tydzień ;]

comments powered by Disqus